x

x

wtorek, 18 sierpnia 2015

Lepiej się zagubić

Taką refleksją podzielił się Karol po półrocznych rowerowych wypadach w okolicę. Kiedy ruszał po raz pierwszy w tym sezonie, miał dwa stare kółka i skąpy plan: kierować się na azymut. Dzisiaj, zaopatrzony w profesjonalny sprzęt, wytycza trasy na mapie, jeździ z komórką (która pokazuje mu, gdzie się obecnie znajduje oraz liczy, ile spalił kalorii), a po wycieczce opisuje swoje dokonania na endomondo.com. I co?
I nic. Zero emocji. To już nie to samo co kiedyś, gdy gubił się wśród leśnych dróg,nie wiedząc, gdzie wyjedzie. Gdy w każdej wycieczce było coś z pasjonującej przygody odkrywcy. I tylko przypadkiem odnaleziona kapliczka, ambona czy stara studnia świadczyła, że gdzieś niedaleko musi być wieś.
Lecz gdzie? Więc znów ruszało się na chybił trafił, często w przeciwnym kierunku niż się chciało,
żeby po pewnym czasie wrócić w to samo miejsce. I nawet jeśli potem okazywało się, że to raptem
pięć minut drogi od działki, przez chwilę było się na końcu świata, przez chwilę kotłowało się
w głowie: "Jak stąd do czorta wyjechać?", przez chwilę ściskało w żołądku, że: "A może jednak się zgubiłem?". Teraz kusi komórka. Karol spogląda na GPS'a i... czar pryska.

Początek sezonu na starym Giant'cie. Łacha piasku na Wiśle, na wysokości Paprotni.

Okolice Woli Życkiej.

Jedna z wielu polnych dróg. W tle wieże kościoła w Korytnicy.

Między Jabłonowcem a Kobusami.

Pola pod Korytnicą.

Stawy pod Maciejowicami, okolice Bagien Orońskich.


Okrzejka.

Połowa sierpnia, nowy zakup przy snopku w Stasinie.

wtorek, 21 lipca 2015

Tacy sami

Podoba mi się ostatnia reklama Leroy Merlin - o bohaterach w swoim domu.
Młode małżeństwo wyjeżdża co weekend na wieś, eleganckie pantofle zamienia na trapery, laptopy na siekierę i buduje siedlisko. Podoba mi się, bo opowiada o ludziach takich jak my. Myślałam, że jesteśmy lifestylowymi dinozaurami, że teraz to tylko Zbawiks, targi śniadaniowe i lansik na miejskich rowerach się liczą. A tymczasem proszę, reklama. Czyli ktoś jeszcze, tak jak my, zamiast do modnej knajpki rzuca się w wir prac ziemno-rzeczno-budowlanych; ktoś jeszcze, tak jak my, wysłuchuje uwag zdziwionych sąsiadów: "Na weekend przyjechali, a zamiast odpoczywać, pracują od rana do wieczora"; ktoś jeszcze siada wieczorem na progu/ pomoście/ ławce i patrzy na zachodzące słońce - zmachany do kresu wytrzymałości, ale szczęśliwy. 
Dobrze wiedzieć, że nie jesteśmy sami.



niedziela, 19 lipca 2015

Rzeka my love




Sezon urlopowy sprzyja refleksjom na temat tego, co by się chciało zmienić w swoim życiu i... na działce. 

Sąsiad zadumał się pod płotem: - Tak, dobrze się gdzieś ruszyć, żeby po powrocie stwierdzić, że tutaj jest najlepiej. 

A my? Miejmy odwagę się przyznać: zdrajcy! Pojechali na Mazury, napatrzyli się na wypasione siedliska i w głowach się poprzewracało. Wróciliśmy z wakacji i zaczęliśmy wybrzydzać. Że więcej słońca by się przydało. Że ciasno. Że pod kuchennym oknem nie kwitną malwy. Że okiennice ładniejsze byłyby zielone. A w ogóle to nie ma werandy i jakiś ten domek mizerny. Eh, wziąłby tak człowiek i coś pobudował od nowa. O, w Kruszynie jest piękna ziemia, leży odłogiem, pod lasem, sad można by założyć. W Podebłociu też ładny zakątek, chata mazowiecka na pewno by się zmieściła. W Strychu działka ze starym kasztanem - oczami wyobraźni już widzimy dębową ławę i moskitierę romantycznie przewieszoną przez gałęzie.

Tylko... Tylko jakby czegoś brakuje... Jakby za cicho. Za monotonnie w krajobrazie. Nie ma wierzb podgryzanych co sezon przez bobry. Nie ma irysów ani kaczeńców. Nie słychać szmeru wody między drzewami. Cóż, po prostu nie ma rzeki.

Zadumaliśmy się z sąsiadem: - Tak, dobrze się gdzieś ruszyć...



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Dobra rada od sąsiada



Ale ten hamak to kiepski macie! - bez pardonu wytyka nam sąsiad. - Czemu? - pyta zdziwiony tata.
- No bo taki nienaciągnięty... U mnie to napięty jak struna - chwali się. - Trzeba... I tu następuje długa lista hamakowych powinności.
(Dla jasności: hamak ma od roku, my od lat piętnastu).

Ojojoj, ale kropki masz na aucie! - dostrzega sokolim wzrokiem. - No tak, żywica - kiwa głową znawcy.
- Ja to plandekę sobie kupiłem, naprawdę warto.
(Aż dziwne, że jego samochód tak samo upaćkany jest jak nasz).

A czemu bramy nie macie automatycznej? Ja to innych nie uznaję, co będę się szarpał i sam otwierał... (Jakoś szarpie się już od dekady).

- Sąsiad! A po co ty te igły z podjazdu zamiatasz? Ja to mówię żonie, żeby pod żadnym pozorem nie zamiatała. Przecież to naturalny nawóz. No i piach się tak nie nosi.
(My też gdzie można igły zostawiamy, ale akurat na kamiennym podjeździe ładnie to nie wygląda).

- Sąsiad! Znowu kosisz? Ja to czekam, aż trawa wyrośnie porządnie i wykłosi się, to gęstą murawę
będę miał.
(Fakt, tak gęstą i wysoką, że z trudem można dojść do jego domu).

Ktoś jeszcze ma dobre rady?

tvp.pl