x

x

wtorek, 15 marca 2016

Tabliczka DIY

Nie ma to jak dekoracja, którą sami wykonaliśmy. Odkąd poznałam Edytę, redakcyjną koleżankę
i autorkę bloga jabloniee.pl, kusi mnie, by coś przemalować, przerobić, spatynować, a potem pochwalić się, że to moje dzieło. Ale chciałabym i boję się. Więc na razie poprosiłam jeszcze o pomoc specjalistkę, która niejedną metamorfozę ma już na swoim koncie i arkana DIY zna od podszewki - Edyta przemalowała dla mnie metalową tabliczkę.

Z wersji czarnej:


powstała biała:


Po co ta zmiana?

Bo nasz ogród jest tak mały, że tabliczka wskazywałaby poza jego granice. Pozostaje zatem wąski nadrzeczny pas nad Okrzejką, którego z górnego tarasu naszej działki w pierwszym momencie prawie nie widać. Co prawda mieszczą się tam ledwo parasol i dwa leżaki, ale że działkowicz lubi nieco naginać rzeczywistość, to ów skromny skrawek lądu nazywa pompatycznie plażą. W nadziei, że słowa mają moc stwórczą i z ciasnego trawnika uczynią piaszczyste "ą, ę" rodem z Saint Tropez. No ale pomarzyć przecież można...


wtorek, 8 marca 2016

Z mlekiem matki

Mamooo, a jak wrócimy z gór, to pojedziemy na działkę? - usłyszałam kilka dni temu w Zakopanem. Ostatnio Ania nic tylko bawiłaby się w działkę: buduje działkę, jeździ pociągiem na działkę, robi przyjęcie na działce... Czyżby działkowy bzik był dziedziczny?

Teraz, gdy ostatnie nadzieje na zimową aurę okazały się płonne, my też z trudem potrafimy usiedzieć
w miejscu. Aż ciśnie się na usta pytanie: "No kiedy wreszcie pojedziemy na działkę?". Według Karolowych ustaleń zostały trzy tygodnie. Odliczanie trwa.

Tymczasem kilka nastrojowych fotek - by szybciej przywołać wiosnę.


fot. Comptoir de famille

fot. Annie Slown

fot. Annie Slown

fot. IKEA

czwartek, 25 lutego 2016

Zielnikowe przedsięwzięcie


Wstyd, ale w ogóle nie znam się na roślinach. Z kwiatów i drzew rozpoznaję tylko najbardziej popularne gatunki. Tata od dzieciństwa pokazywał, zachęcał, tłumaczył, uczył skomplikowanych nazw (a zna się
na tym nieźle, Mamę podrywał na łacińskie nazwy drzew), ale bez powodzenia - jakbym była odporna
na tę gałąź nauki.

Mimo to raz jeszcze postanowiłam podjąć wyzwanie i rozpocząć edukację... razem z maleństwem.

W tym celu kupiłam prasę do suszenia roślin oraz książkę "Inwentarz drzew". Gdy tylko pojawią się pierwsze pączki, ruszamy z nauką. Może z Anią łatwiej mi pójdzie zgłębianie roślinnych tajemnic.
Może współczesne pomocniki dla dzieci lepiej do mnie trafią.




zakamarki.pl

zakamarki.pl

Na zachętę - kilka historycznych zielników. Ania zbierze kwiaty i włoży je między bibułki prasy.
W katalogowanie i opisywanie pobawię się już sama.


Zielnik węgorzewskiego pastora Georga Andreasa Helwinga, XVIII w., najstarszy zachowany zielnik z roślinami zebranymi na terenie dzisiejszej Polski, blog.polona.pl 

Albrecht Dürer, Das große Rasenstück, akwarela z 1503 roku, Galeria Albertina, Wiedeń.

Rycina austriackiego malarza Antona Hartingera w zielniku botanisty Karla Wilhelma von Dalla Torre, Wiedeń, 1882 r.


czwartek, 18 lutego 2016

Trochę historii

Ostatnio Karol zgłębia historię swojej rodziny: siedzi w genealogii, herbarzach, starych aktach kościelnych i księgach. Jego prababcia pochodziła z Osiecka, przez który co tydzień przejeżdżamy
w drodze na działkę. I tak, badając losy tej części rodziny, a przy okazji również mapy miejscowości,
w której prababcia się urodziła, trochę z rozpędu zaczął szukać starych map Życzyna.
I znalazł - z 1850 roku. Tam, gdzie dziś stoi ponad setka domów letniskowych, a Komory otaczają rozległe pola, w połowie XIX wieku był gęsty las. Zaś w okolicach Podebłocia rozciągały się nieprzebyte bagna. I tylko Okrzejka od wieków płynie niezmiennym rytmem.

Okolice Życzyna, 1850 r., www.polski.mapywig.org



niedziela, 14 lutego 2016

Przywiezione z podróży

Wyrwałam się w ciepłe kraje. Co prawda służbowo, ale miałam na tyle wolnego czasu, by podpatrzeć, jak mieszkają inni. I nie wiem, czy to kwestia dobrego smaku, czy tego, że w południowym słońcu wszystko wygląda atrakcyjniej, ale nawet stare, podupadające domy są nad Morzem Śródziemnym warte uwagi. Odrapane furtki, drzwi, z których odłazi farba, ledwo trzymające się na zawiasach okiennice, mimo swej słabej kondycji, zachęcają, by zajrzeć, co kryje się za nimi. Najczęściej cały urok tkwi w detalu: tu zwisa z parapetu pęk cebuli, tam suszona lawenda; ktoś z braku miejsca doniczkę z pelargonią przymocował do wewnętrznej strony okiennicy; przy drzwiach jakby od niechcenia upiął fantazyjnie lnianą tkaninę; dorzucił jeszcze zabytkową kołatkę i ceramiczny numerek. Tak niewiele, a cieszy oko.

Kunsztownie dopracowany detal i bugenwilla - połowa sukcesu.

W słońcu Południa nawet odrapana furtka wygląda uroczo, pixaby.com

Zwykły murek, zwykła donica, zwykły kot... a tyle mają w sobie wdzięku.

Gdy jest mało miejsca, można wykorzystać okiennice. Praktycznie i ładnie, fot. Ales Komovec

Nie trzeba dużo, by nieatrakcyjne okno nabrało charakteru.

Doniczki nie tylko na parapecie, trekearth.com


Bez koloru nie byłoby takiego efektu, decor4all.com


Tylko na Południu potrafią z niczego zrobić dzieło sztuki, photocory.com

Chciałabym wierzyć, że kiedyś również nasze mazowieckie wsie będą wyglądały tak urokliwie. Tymczasem przywiozłam z podróży mały suwenir - ceramiczne numerki - z nadzieją, że choć trochę odmienią nasz działkowy krajobraz. Może nie do końca pasują do drewnianego mazowieckiego domu, może nie sprawdzą się tak jak na bielonej ścianie śródziemnomorskiego domostwa, ale z pewnością poprawią humor w czas chłodnego północnego lata.


Pamiątka z Lazurowego Wybrzeża - ceramiczne numerki z gałązką lawendy zastąpią stare toskańskie,
które popękały podczas tegorocznych mrozów.