Scena dzieje się na progu naszego domku. Ząbek w utytłanych spodniach
i starej oprychówce, wsparty o framugę, niby chciałby coś sprzedać, ale handel idzie mu jakoś opornie, a na każdą propozycję najchętniej odparłby,
że się nie da. Mama z początku opanowana, szybko traci cierpliwość.
– Zobaczyłem dwa samochody, to się zastanowiłem i myślę, wejdę, zapytam,
czy może jagód nie trzeba. Zawsze to warto spytać, prawda?
– A przydadzą się, przydadzą.
– To co, wiaderko?
– Nie! No co pan! Słoik wystarczy, litr.
– No dobrze, to będę o 6.
– Ale nas o 6 nie będzie, bo jedziemy do Kazimierza. To może jutro rano pan wpadnie z tymi jagodami?
– Nie, jutro to tu nie będę.
– A nie może pan podjechać, przecież to dwa kroki ze wsi...
– No co pani, nie opłaca mi się.
– .... To niech pan zostawi jagody pod furtką. A my od razu teraz panu zapłacimy. Ma pan wydać?
– Nie.
– Uhhh... To proszę poczekać.
– Ale w co ja mam przesypać te jagody?
– A nie ma Pan słoika?
– Nie.
– To dam miskę, do miski pan przesypie.
– A jak ja będę wiedział, ile to litr, jak miska podziałki nie ma?
– No ale ja nie mam słoika.
– Aha... No to nie wiem... Bo ja z wiaderkiem chodzę na jagody...
– A nie może pan ze słoikiem pójść?
– No ale jak ze słoikiem? To nie wygodnie potem wieźć na rowerze.
– Uhhh... Dobrze, niech pan zaczeka, coś znajdę...
x
piątek, 19 sierpnia 2011
niedziela, 7 sierpnia 2011
Wycieczki (3) Chotynia
![]() |
| www.dwory.cal.pl |
– zaglądamy do Chotyni. To czwarty (po Korytnicy, Trojanowie i Życzynie)
i najpiękniejszy dwór w naszej okolicy. Został zbudowany w 1808 roku
dla pisarza hrabiego Stanisława Graybnera. Dziś jego właścicielem jest
Jarosław Cybulski, znawca i koneser win (pracował między innymi jako doradca przy kancelarii prezydenta RP – dobierał wina przed oficjalnymi wizytami prezydentów, premierów i królów innych państw), który otworzył tu hotel, restaurację i salę konferencyjną. W Chotyni organizowane są warsztaty kiperskie i słynne degustacje – w piwnicach pałacu można podobno znaleźć najlepsze wina z chilijskiego Maipo Valley czy hiszpańskiej La Rioji.
Cybulski to prawdziwy pasjonat – wszystkie hotelowe apartamenty nazwał imionami słynnych szczepów win. Pokoje zostały tak zaprojektowane,
by oddawały charakter danej odmiany winogron: w rustykalnym Cabernet Sauvignon dominują więc przygaszone kolory i ciężkie meble; z kolei Sauvignon Blanc - lekki, świeży, słoneczny - cały tonie w pastelach i białych dodatkach. Przy drzwiach ebonitowe kontakty, zamiast gipsowych sztukaterii – malowane freski-winogrona, do tego przecierane prowansalskie komódki, szerokie łoża z baldachimem, stoliki przykryte koronkowymi obrusami. Chotynia z powodzeniem mogłaby konkurować z najlepszymi francuskimi château.
www.chotynia.pl
P.S. W 1762 roku zmarł starosta Ryk, kasztelan krakowski Stanisław Poniatowski, ojciec przyszłego króla Stanisława Poniatowskiego.
Więcej o miasteczku już niedługo.
Wycieczki (2) stare dwory
Żeby dotrzeć na działkę, trzeba zjechać z trasy Lubelskiej. Można skręcić na Korytnicę lub na Trojanów. Pierwsza trasa jest bardziej urozmaicona, druga prowadzi wzdłuż malowniczych stawów. Ale jedna rzecz je łączy - przy każdej stoi stary dwór.
Ten w Korytnicy został zbudowany w połowie
XIX wieku w stylu klasycystycznym.
Ma dwukondygnacyjną część środkową i kolumnowy portyk. Prowadzi
do niego stara aleja,
na której końcu
jakiś zmyślny ogrodnik wypielęgnował
kolorową rabatę.
Pięknie odrestaurowany,
z murowanymi zabudowaniami gospodarczymi
i kamienną bramą, należy do prywatnych właścicieli. Nie znalazłam o dworze bardziej szczegółowych informacji. Próbowałam namówić właścicieli na zwierzenia i sesję do Werandy, w której pracuję, ale bez powodzenia.
O neorenesansowym dworze w Trojanowie wiadomo znacznie więcej. Pierwsze wzmianki o wsi pojawiły się już w XVI wieku. Wtedy to powstał folwark rodziny Trojanowskich z wsiami Dudki, Ruda, Żabianka,
Wsią Wolą
(czyli Majdanem Starym),
Wsią Dębniak (czyli Wólką)
oraz folwarkiem Majdany.
Na przełomie XVIII i XIX wieku majątek przeszedł w ręce Mędrzyckich. Nowi właściciele założyli park krajobrazowy z geometrycznymi alejami i stawami rybnymi: Dużym Zagłobą, Łodzią i Goplaną.
Kiedy w 1868 roku Bronisława z Mędrzyckich wyszła za mąż za Alfonsa Ordęgę, ziemię przejęła rodzina Ordęgów. Na miejscu dawnego folwarku pojawił się, do dziś istniejący, dwór zaprojektowany przez Bolesława Podczaszyńskiego, słynnego w tamtych czasach architekta, autora m.in. fontanny na dziedzińcu przed pałacem w Wilanowie (jego dziad Jan Podczaszyński był nadwornym budowniczym Radziwiłłów).
Nowy właściciel, Alfons Ordęga, budził we wsi duże kontrowersje. Starsi ludzie powiadali, że bratał się z diabłem, który przybierał postać królika. Niejeden widział podobno, jak dziedzic wymykał się do parku, gdzie w towarzystwie nietypowego gościa raczył się drugim śniadaniem. W takie dni w pałacu działy się niestworzone rzeczy, na przykład okna i skrzynie same się otwierały,
i służba uciekała w popłochu na pola.
Generalnie jednak rządy Ordęgów podobały się okolicznym mieszkańcom. Jaśnie Państwo czynnie angażowali się w życie lokalnej społeczności. I tak Bronisław Ordęga, syn Alfonsa, prowadził gospodarstwo rybne, które rozsławił również za granicami kraju – zdobył nawet srebrny medal Towarzystwa Rybackiego w Petersburgu. Z kolei z inicjatywy syna Bronisława Ordęgi, Stanisława, powstała pierwsza w okolicy szkoła – w czworakach przy drodze do Grąda młody dziedzic wydzielił dla uczniów osobną izbę.
Na marginesie, losy Stanisława nie potoczyły się szczęśliwie. Wydziedziczony za mezalians, w 1918 roku podczas wspólnego obiadu zastrzelił w pałacu matkę i siebie. Dwór odziedziczyła wtedy siostra Stanisława, Bronisława Ordęgówna
– chłopi ubóstwiali pannę, ale ta niedługo opuściła majątek.
W latach trzydziestych zarządcami pałacu zostali kolejno Złotowski
i Remiszewski. We dworze mieścił się w tym czasie pensjonat, do którego przyjeżdżało sporo zagranicznych gości. Po drugiej wojnie światowej pałac został zniszczony, większość zabytkowych detali rozkradziona, rządówka, obora i magazyn zbożowy popadły w ruinę. Majątek przejęło Państwo – początkowo pałac został zagospodarowany na biura PGR, potem gościł Urząd Gminy, Ośrodek Zdrowia, bibliotekę, pocztę, a nawet posterunek milicji. Dopiero kilka lat temu zajęli się nim prywatni właściciele, w zeszłym roku została wyremontowana część dachu i wieżyczka typu włoskiego, w tym sezonie pojawiła się już brama.
Zdarza się, że na wysokości pałacu drogę zastępują nam łabędzie, bo do szosy po obu stronach przylegają dworskie stawy. Zamiast tuż za dworem skręcić
na działkę, czasem odbijamy w lewo i podjeżdżamy do wspomnianej wsi Grąd, gdzie stoi młyn wodny z przełomu XVIII i XIX wieku. Pierwotnie napędzany był na dwa koła wodne, po I wojnie światowej zastąpiła je turbina, a w 1947 roku został przystosowany do napędu elektrycznego. Teraz jest nieczynny. Ale kto wie, może i o nim pomyślą kiedyś nowi właściciele pałacu.
P.S. Obie trasy (ta prowadząca obok Korytnicy
i druga, która mija Trojanów)
spotykają się przy sklepie
w Woli Życkiej.
I tu, na wysokości mostka, stoi trzeci dwór.
W różnych opisach figuruje jako dwór
w Życzynie.
Pochodzi z XIX wieku,
ale został solidnie przebudowany i nie z każdej strony nam się podoba.
Za to zabudowania gospodarcze ma niczego sobie - największe wrażenie
robi na nas pokaźnych rozmiarów obora z czerwonej cegły.
Zdjęcia pochodzą kolejno ze stron:
www.hugo.bikestats.pl, www.dwory.cal.pl oraz www.polskiezabytki.pl
Ten w Korytnicy został zbudowany w połowie
XIX wieku w stylu klasycystycznym.
Ma dwukondygnacyjną część środkową i kolumnowy portyk. Prowadzi
do niego stara aleja,
na której końcu
jakiś zmyślny ogrodnik wypielęgnował
kolorową rabatę.
Pięknie odrestaurowany,
z murowanymi zabudowaniami gospodarczymi
i kamienną bramą, należy do prywatnych właścicieli. Nie znalazłam o dworze bardziej szczegółowych informacji. Próbowałam namówić właścicieli na zwierzenia i sesję do Werandy, w której pracuję, ale bez powodzenia.
O neorenesansowym dworze w Trojanowie wiadomo znacznie więcej. Pierwsze wzmianki o wsi pojawiły się już w XVI wieku. Wtedy to powstał folwark rodziny Trojanowskich z wsiami Dudki, Ruda, Żabianka,
Wsią Wolą
(czyli Majdanem Starym),
Wsią Dębniak (czyli Wólką)
oraz folwarkiem Majdany.
Na przełomie XVIII i XIX wieku majątek przeszedł w ręce Mędrzyckich. Nowi właściciele założyli park krajobrazowy z geometrycznymi alejami i stawami rybnymi: Dużym Zagłobą, Łodzią i Goplaną.
Kiedy w 1868 roku Bronisława z Mędrzyckich wyszła za mąż za Alfonsa Ordęgę, ziemię przejęła rodzina Ordęgów. Na miejscu dawnego folwarku pojawił się, do dziś istniejący, dwór zaprojektowany przez Bolesława Podczaszyńskiego, słynnego w tamtych czasach architekta, autora m.in. fontanny na dziedzińcu przed pałacem w Wilanowie (jego dziad Jan Podczaszyński był nadwornym budowniczym Radziwiłłów).
Nowy właściciel, Alfons Ordęga, budził we wsi duże kontrowersje. Starsi ludzie powiadali, że bratał się z diabłem, który przybierał postać królika. Niejeden widział podobno, jak dziedzic wymykał się do parku, gdzie w towarzystwie nietypowego gościa raczył się drugim śniadaniem. W takie dni w pałacu działy się niestworzone rzeczy, na przykład okna i skrzynie same się otwierały,
i służba uciekała w popłochu na pola.
Generalnie jednak rządy Ordęgów podobały się okolicznym mieszkańcom. Jaśnie Państwo czynnie angażowali się w życie lokalnej społeczności. I tak Bronisław Ordęga, syn Alfonsa, prowadził gospodarstwo rybne, które rozsławił również za granicami kraju – zdobył nawet srebrny medal Towarzystwa Rybackiego w Petersburgu. Z kolei z inicjatywy syna Bronisława Ordęgi, Stanisława, powstała pierwsza w okolicy szkoła – w czworakach przy drodze do Grąda młody dziedzic wydzielił dla uczniów osobną izbę.
Na marginesie, losy Stanisława nie potoczyły się szczęśliwie. Wydziedziczony za mezalians, w 1918 roku podczas wspólnego obiadu zastrzelił w pałacu matkę i siebie. Dwór odziedziczyła wtedy siostra Stanisława, Bronisława Ordęgówna
– chłopi ubóstwiali pannę, ale ta niedługo opuściła majątek.
W latach trzydziestych zarządcami pałacu zostali kolejno Złotowski
i Remiszewski. We dworze mieścił się w tym czasie pensjonat, do którego przyjeżdżało sporo zagranicznych gości. Po drugiej wojnie światowej pałac został zniszczony, większość zabytkowych detali rozkradziona, rządówka, obora i magazyn zbożowy popadły w ruinę. Majątek przejęło Państwo – początkowo pałac został zagospodarowany na biura PGR, potem gościł Urząd Gminy, Ośrodek Zdrowia, bibliotekę, pocztę, a nawet posterunek milicji. Dopiero kilka lat temu zajęli się nim prywatni właściciele, w zeszłym roku została wyremontowana część dachu i wieżyczka typu włoskiego, w tym sezonie pojawiła się już brama.
Zdarza się, że na wysokości pałacu drogę zastępują nam łabędzie, bo do szosy po obu stronach przylegają dworskie stawy. Zamiast tuż za dworem skręcić
na działkę, czasem odbijamy w lewo i podjeżdżamy do wspomnianej wsi Grąd, gdzie stoi młyn wodny z przełomu XVIII i XIX wieku. Pierwotnie napędzany był na dwa koła wodne, po I wojnie światowej zastąpiła je turbina, a w 1947 roku został przystosowany do napędu elektrycznego. Teraz jest nieczynny. Ale kto wie, może i o nim pomyślą kiedyś nowi właściciele pałacu.
P.S. Obie trasy (ta prowadząca obok Korytnicy
i druga, która mija Trojanów)
spotykają się przy sklepie
w Woli Życkiej.
I tu, na wysokości mostka, stoi trzeci dwór.
W różnych opisach figuruje jako dwór
w Życzynie.
Pochodzi z XIX wieku,
ale został solidnie przebudowany i nie z każdej strony nam się podoba.
Za to zabudowania gospodarcze ma niczego sobie - największe wrażenie
robi na nas pokaźnych rozmiarów obora z czerwonej cegły.
Zdjęcia pochodzą kolejno ze stron:
www.hugo.bikestats.pl, www.dwory.cal.pl oraz www.polskiezabytki.pl
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Wycieczki (1) Wola Okrzejska
Pięćdziesiąt kilometrów od naszej działki leży Wola Okrzejska. To tutaj bierze swój początek rzeka Okrzejka, na rozstaju Mazowsza, Lubelszczyzny i Podlasia. Ale nie dlatego odwiedziliśmy tę niewielką wieś. 5 maja 1846 r. w Woli Okrzejskiej urodził się Henryk Sienkiewicz. Dzisiaj w dworku mieści się muzeum.
Choć mniej znane od tego w Oblęgorku, równie warte zobaczenia.
W Woli Okrzejskiej Henryk Sienkiewicz spędził dzieciństwo. Nauka przychodziła mu z łatwością, za to niechętny był lekcjom gry na fortepianie (specjalnie sprowadzonym z Paryża), które dawała mu matka, Stefania Sienkiewiczowa.
Wieś, zwana też w skrócie Okrzeją, należała do rodziny Cieciszowskich–
-Sienkiewiczów prawie sto lat (1781-1870). Po śmierci babki pisarza została sprzedana niejakiemu Bernsteinowi, który – jak mówią plotki – tak bardzo nie lubił Henryka, że przez długie lata utrudniał usypanie kopca na cześć noblisty. Dopiero w 1965 roku, w 120. rocznicę urodzin pisarza i 50. rocznicę jego śmierci społeczeństwo Ziemi Łukowskiej postanowiło godnie uczcić Sienkiewicza: batalia o kopiec została wygrana (sztuczną górę o wysokości 15 metrów usypano trzy kilometry od Okrzei z ziemi zwiezionej z różnych miejsc związanych z Sienkiewiczem), dworek zrekonstruowano (bo z dawnej oficyny pozostały tylko fundamenty, kominy i wewnętrzne ściany) i nareszcie muzeum mogło ruszyć
z kopyta.
Dziś posiada dość bogaty księgozbiór (1500 tomów), w którym znajdziemy przekłady, analizy krytyczne, opracowania naukowo-techniczne, wycinki prasowe, czasopisma. Muzeum przechowuje też rodzinne pamiątki (statuetkę „Janko Muzykant" z 1922 roku – dar wnuczki pisarza Marii Korniłowicz), fotosy
z filmów zrealizowanych na podstawie powieści noblisty i obrazy (Franciszka Kostrzewskiego – „Janko Muzykant" z 1904 roku, Franciszka Pautscha – „Bohun" z 1927 roku i Jana Molgi –„Latarnik"). W serwantce pruskiej zachowały się nawet okulary pisarza przekazane do powstającego muzeum ze szwajcarskiego Vevey, gdzie Sienkiewicz spędził ostatnie lata życia.
Z sieni można wyjść do ogrodu, który zapełniają drewniane rzeźby – znani bohaterowie sienkiewiczowskich powieści. We wsi warto też zajrzeć do świątyni św. Piotra i Pawła, wisi tam tablica upamiętniająca chrzest pisarza. Sklepienie kościoła zdobią, a jakże, sceny z sienkiewiczowskich powieści.
Naprzeciwko dworu pisarza zauważyliśmy stare zabudowania gospodarcze. I kartkę „Na sprzedaż” z numerem telefonu. Przez moment kusiło nas, by zadzwonić i spytać o cenę. Mieć dom w takim miejscu – to prawdziwa gratka. W końcu jednak stchórzyliśmy, zbyt dużo trzeba by włożyć w remont. Zresztą, i tak mamy przecież Okrzeję po sąsiedzku.
Choć mniej znane od tego w Oblęgorku, równie warte zobaczenia.
W Woli Okrzejskiej Henryk Sienkiewicz spędził dzieciństwo. Nauka przychodziła mu z łatwością, za to niechętny był lekcjom gry na fortepianie (specjalnie sprowadzonym z Paryża), które dawała mu matka, Stefania Sienkiewiczowa.
Wieś, zwana też w skrócie Okrzeją, należała do rodziny Cieciszowskich–
-Sienkiewiczów prawie sto lat (1781-1870). Po śmierci babki pisarza została sprzedana niejakiemu Bernsteinowi, który – jak mówią plotki – tak bardzo nie lubił Henryka, że przez długie lata utrudniał usypanie kopca na cześć noblisty. Dopiero w 1965 roku, w 120. rocznicę urodzin pisarza i 50. rocznicę jego śmierci społeczeństwo Ziemi Łukowskiej postanowiło godnie uczcić Sienkiewicza: batalia o kopiec została wygrana (sztuczną górę o wysokości 15 metrów usypano trzy kilometry od Okrzei z ziemi zwiezionej z różnych miejsc związanych z Sienkiewiczem), dworek zrekonstruowano (bo z dawnej oficyny pozostały tylko fundamenty, kominy i wewnętrzne ściany) i nareszcie muzeum mogło ruszyć
z kopyta.
Dziś posiada dość bogaty księgozbiór (1500 tomów), w którym znajdziemy przekłady, analizy krytyczne, opracowania naukowo-techniczne, wycinki prasowe, czasopisma. Muzeum przechowuje też rodzinne pamiątki (statuetkę „Janko Muzykant" z 1922 roku – dar wnuczki pisarza Marii Korniłowicz), fotosy
z filmów zrealizowanych na podstawie powieści noblisty i obrazy (Franciszka Kostrzewskiego – „Janko Muzykant" z 1904 roku, Franciszka Pautscha – „Bohun" z 1927 roku i Jana Molgi –„Latarnik"). W serwantce pruskiej zachowały się nawet okulary pisarza przekazane do powstającego muzeum ze szwajcarskiego Vevey, gdzie Sienkiewicz spędził ostatnie lata życia.
Z sieni można wyjść do ogrodu, który zapełniają drewniane rzeźby – znani bohaterowie sienkiewiczowskich powieści. We wsi warto też zajrzeć do świątyni św. Piotra i Pawła, wisi tam tablica upamiętniająca chrzest pisarza. Sklepienie kościoła zdobią, a jakże, sceny z sienkiewiczowskich powieści.
Naprzeciwko dworu pisarza zauważyliśmy stare zabudowania gospodarcze. I kartkę „Na sprzedaż” z numerem telefonu. Przez moment kusiło nas, by zadzwonić i spytać o cenę. Mieć dom w takim miejscu – to prawdziwa gratka. W końcu jednak stchórzyliśmy, zbyt dużo trzeba by włożyć w remont. Zresztą, i tak mamy przecież Okrzeję po sąsiedzku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






