x

x

środa, 17 lipca 2019

Pudełko DIY

Długie samotne wieczory (Karol wrócił do stolicy pracować, Ania pada w pięć minut
po dniu pełnym atrakcji na dworze) sprzyjają robieniu czegoś, na co nigdy nie miało się czasu.
Zaopatrzyłam się w zestaw decoupage i postanowiłam zrobić sobie pojemnik na nasiona.
Proste drewniane pudełko kupiłam w Empiku, farbę kredową, klej i serwetki w Paper Concept
na pl. Starynkiewicza w Warszawie. A oto efekt:





poniedziałek, 15 lipca 2019

Z przymrużeniem oka

A tak a propos dziecka...

Eh, pamiętasz Babciu wczasy w Ciechocinku...?

Halo, co to za lenistwo? Ja rozumiem - emeryturka, nic już nie musimy, ale żeby aż tak?

Mon amour. Aż po grób!

Ale się schowałam! Na pewno mnie nie znajdzie!

He, he, he. Myśli, że jej nie widzę. A to przecież ona nosi okulary!

Ah, przypomniały mi się czasy mojej młodości, gdy chodziłem po płotach...

...i po drzewach.

Babciu, już niedaleko! Wniesiemy tylko te owoce i fajrant!

niedziela, 14 lipca 2019

Odkryj w sobie dziecko

- Kamil... - zagaduję 9-letniego kolegę Ani z Podebłocia, z którym ostatnio nasza córka
  nie rozstaje się na krok.
- Słyszałam, że urodziły Wam się prosiaczki...
- Tak - odpowiada Kamil.
- A myślisz, że mogłybyśmy je z Anią zobaczyć? - pytam pełna nadziei.
- Myślę, że tak. Zapytam tatę.

- A jak tam prosiaczki? Rosną? - pytam Kamila następnego dnia, gdy ten zbyt długo nie nawiązuje
  do wczorajszej rozmowy.
- Chyba tak.
- Chyba?
- Bo ja rzadko do nich zaglądam.
- Dlaczego? Przecież takie małe prosiaki muszą być słodkie. Ja bym co dzień obserwowała,
  jak rosną. W ogóle na wsi, w takim gospodarstwie jak Wasze, dzieje się dużo ciekawych rzeczy.
- Ja tam wolałbym mieszkać w mieście.
- W mieście jest hałas, kurz i korki. Ja marzę, żeby przenieść się na wieś.
- Jak by Pani 9 lat mieszkała na wsi, to też by się Pani znudziło! - kończy dyskusję Kamil, zanim       zdążę nawiązać do tych prosiaczków, które marzy mi się zobaczyć.

- Kamil, a pytałeś tatę, czy mogłybyśmy zobaczyć prosiaczki - pytam prosto z mostu kolejnego dnia.
- Tak. Możecie. Tylko teraz jacyś ludzie przyjechali. Musimy poczekać, aż pojadą.

Pojechali koło 21.00 i już prosiaków nie zobaczyłyśmy.

W końcu stwierdzam: raz kozie śmierć. Trudno, niech się śmieją. I pod pretekstem odprowadzenia Ani do Kamila, walę do jego mamy. Że trochę mi głupio tak prosić, bo to może dziwnie zabrzmieć.
Że zawracam głowę, ale ja mieszczuch jestem i nigdy małych prosiaczków nie widziałam
i czy ja bym mogła...
I oczywiście nie było żadnego problemu. Mama Kamila cichcem jednego na chwilę wyniosła,
a ja miałam radochę chyba większą od Ani.

Przy okazji córa została pochwalona, że choć miejskie dziecko, to nie boi się dotykać i trzymać zwierzaków. Co widać na zdjęciach poniżej.

Bo przez ostatnie dni na prosiakach się nie skończyło - doświadczenie z wiejskim inwentarzem rozszerzyłyśmy też o kozy i gołębie. A ja każdorazowo czułam taką spontaniczną radość, fascynację i  zwyczajny zachwyt, że prawdziwe okazuje się powiedzenie: w każdym z nas drzemie dziecko. Trzeba tylko znaleźć sposób, by je w sobie odkryć.

Świnka Babe jak z filmowego kadru. Prosiaczki sąsiadów mają 5 dni. 

Małe kózki są jeszcze nieufne, ale matka chętnie nawiązuje kontakt.


Małe gołąbki były tak ogrzane ciałem swoich matek, że aż parzyły w dłonie. 

piątek, 12 lipca 2019

Dla żyznej ziemi

Dzisiaj przyjechał zrębek, czyli odpady drzewne i tartaczne powstałe podczas rozdrabniania
drewna liściastego w maszynach zrębkujących - ręmbakach.
Zrębek polecił nam mój brat cioteczny, gdy widzieliśmy się na Wielkanoc. Zastosował go na
swojej działce pod Górą Ślężą i będąc pod wrażeniem, jak świetnie użyźnia glebę, opowiedział
o jego zaletach.
Przede wszystkim zrębek zabezpiecza przed chwastami, w naturalny sposób zatrzymuje wilgoć
i napowietrza glebę. To swoisty izolator, który chroni przed nadmiernym nagrzewaniem gleby latem
i jej przemarzaniem zimą. No i ma walor dekoracyjny - zwłaszcza gdy go zabarwimy.
W pierwszej kolejności wysypiemy go pod żywopłot z ligustra, ale ponieważ mamy zrębka
w nadmiarze, chętnie będziemy się dzielić.








środa, 10 lipca 2019

Z widokiem na chmury

Przestrzeń, oddech. W gęstej sieci ulic, w cieniu wieżowców rzadko udaje się dostrzec skrawek
nieba i po pewnym czasie człowiek przestaje odczuwać jego brak. Dopóki los nie rzuci go na wieś.
A tutaj nawet pochmurne dni są widowiskowe! Ostatnio nic tylko chodzę z głową - nomen omen
- w chmurach. Od lekkich różowo-fioletowych, przez kłębiaste jak wata cukrowa, po płaskie, groźne
i szare zapowiadające burzę. Wszystkie fascynujące! Tylko natura mogła wymyślić taką ich mnogość
i różnorodność.